TUKS "Sokół Mechanik"
  Rejs 17.08.09
 
To już "świecka tradycja"... czyli szybciutka ucieczka z coraz bardziej przeludnionych rejonów zielonego Roztocza... na Mazury. Tym razem nasze "wschodnie przedstawicielstwo" nieco rozbudowało się i... rozjadło po wizycie w znanej instytucji masowego żywienia:


Tylko kilka złotych i wielkość morale przesłania coraz bardziej ilość kilometrów od domciu!!!


W trosce o przestrzeganie unijnych norm czasu pracy i przewidywany ubytek kalorii... zgrabnie wprowadzam efekt pracy piekarza i wyprowadzam stopami nieco wilgoci...


Już z daleka widać, że majowy pobyt w kilka chwil zrobił z "domowych niewiniątek" prawie wilczyce żeglarskie. /Martyna i Karolina/


Szybkie ształowanie i z lekkim niepokojem Jagoda z Karolką oczekują na spóźnioną część wachty. Oczywiście w prześlicznych refleksach słonecznych... uuuuu


Nasze dzielne "Roztoczanki"... niestety nie pływają z nami na "Kapitańskim Tangu" i z kamuflowanym niepokojem oczekują na emocje żeglowania i nieznajomych współtowarzyszy


Tradycyjny apel właśnie zebrał na niewielkiej powierzchni moją wachtę: Jagoda, Karolina, Martyna, Karolina 2 o bardzo rozległych zainteresowaniach,                                                  Krzysiek vel leserrrr, i Mateusz  wykazujący się sporym impetem w... szybkich rozmowach!!!


Wielkość pracy przed zasmakowaniem ostrej halsówki, może przerażać, ale ostatecznie od czego mam "majtków"... znaczy wygodniałą część społeczeństwa o zróżnicowanych gustach muzycznych i sporych możliwościach zapisu "na twardym dysku"!!!


Drugi dzień rejsu przywitaliśmy w kroplach nocnego deszczu, co przy obowiązku pełnienia kilkugodzinnego dyżuru "urwał" nieco snu. Po apelu chwilka wolnego, przygotowanie do wypłynięcia i ruszamy w nieznane... Bogaczewo.



To tylko "złudzenie optyczne", gdyż porywisty wiatr i narastający chwilami deszcz pokazały przez moment swoje prawdziwe oblicze i szybciutko zweryfikowały "posiadane papiery"... o refleksie nie zapominając!!!


Na przeciwko płycizn wpływamy do wietrznego i oczywiście płytkiego acz nowego portu, który czaruje ślicznymi zabudowaniami, eleganckimi łazienkami i restauracją "z górnej półki", by nieco nas ocuccić cenami!!! Od dawna wiadomo, że na Mazurach najlepszy biznes na g....e można zrobić.


WŻAK czyli: Wybitnie Żeński Automat Kanapkarski - prototyp dużej mocy. Co jakiś czas, ba - nawet regularnie, tak całkiem z bliska zapoznajemy się z terminem: HURT!!!


W drodze do Zielonego Gaju bystre oko Jagody i "celownik kolanowy"   są nieocenione....


podobnie jak i skupienie Karoliny za sterem oraz... współpraca nawigacyjno-duchowa Martyny!!!


Całość rejsowania umilamy dźwiękami generowanymi ze skleconego "na prędce" muzograja pod wdzięczną nazwą: "Garo-bass-empe 5".


Uruchomienie powyższego "ustrojstwa" skutkuje natychmiastowo "zalęgnięciem"  co wrażliwszych istot i rozpoczęciem  w trybie nagłym procesu  "LANSOWANIA"


Rozgrzane "lansowaniem" ponad miarę ciałka zostają doprowadzone do temperatury użytkowej natychmiast po zacumowaniu, odpowiednią porcją lodów.


To pożegnalny apel w Zielonym Gaju... bardziej zapamiętanym z cuchnąco-mulistego podłoża, wyrażającego swą tęsknotę do lat minionych, poprzez narastającą tendencję do przyciągania współczesnych środków łączności... o metalowych sztućcach nie zapominawszy!


Droga do przepełnionych jak Krupówki, Mikołajek, umożliwia znaczące rozciągnięcie terminu NUDA... czyli z braku wiatru i pośpiechu, każdy liczy sekundy po swojemu.


Mimo pędu do centralizacji, ni jak nie mogę pozbyć się wrażenia, że co kolejna "pała" w porcie... znaczy MASZT, to odrobina szacunku dla specyfiki żeglarstwa tonie w mętnej wodzie!!! Tylko nieliczni pamiętają o wpływaniu do portu z zakrytymi torsami, o klarze na jachcie, o ciszy nocnej... po północy, o metodyce podstawowych manewrów, o konieczności cumowania rufą... o rękawiczkach... kamuflujących....eee!!! Za dużo tego marudzenia, a tak przyjemnie wschłuchać się w ciszę co wodę z lekkością  na dwie fale rozdziela....a tu wybudza mnie z letargu... granie szant w rytmie imperialistycznego cuntry!!! Obrzydlistwo.



Mając współbrzemienie nie tylko w genach ale i w guście, szybciutko dostosowaliśmy się do kolorytu Mikołajek, a może i bardziej, do... zachowań.


W doskonałej atmosferze i przy wysoce-sprzyjających okolicznościach udaje się odzyskać pewną część bardzo staroświeckich zachowań, pisanie listów... odręczne /tak to się zwie/.


Do "wymysłów współczesności" zaliczyć należy publiczne i wielominutowe mycie kiełków, koniecznie z monstrualna ilością czyściutkiej wody wydostającej się pod ciśnieniem z kranu, by po króciutkiej fazie bezproduktywnego lotu skończyć w szambie... Akcja nie dotyczy Prezesa Artura, gdyż Ten-to ma widać staroświeckie przyzwyczajenia!!! /małolitrazowy kubeczek/.


Moje przyzwyczajenia oscylują wokół w miarę skutecznego i lotnego przekazywania odrobiny wiedzy i doświadczenia... ku odpowiedzialności  i samodzielności nieuchronnie prowadzącej, Martę i...


Po wielogodzinnej i wielobalsamowej żegludze każda sekunda ochłodzenia, radość przynosi co w połączeniu z młodością, znajduje wyraz w "grupowym bandowaniu".


Wiatr, do spółki  z gozgrzanym termo-nuklearnymi reakcjami, słoneczkiem ułożył się do snu zwalniając tym samym trzciny z obowiązku szemrania a wodę  z falowania...


co zostało, wieczorową porą, "zrównoważone" dźwiękami śpiewu i gitary!!!

 
Poddając ostatni "widoczek" procesowi szybkiego zapominania i lekkiej dezaprobaty, z racji preferowania mniej "podlewanych" form żeglarstwa /wszak wypoczywać można przeróżnie/, ciaśniutko ustawiamy się do śluzowania. 

 
W "strefie ciszy" raczymy się jakością "widoków dębowych", tych naturalnych i tych "prawie ręcznie" kształtowanych, a znanie dla gustu, to takie porty wyśnionymi czyni, powracać nakazuje...

 
Wejście i...

 
i... powodów do wyjścia.... brak!!!



W takiej "drewnianej' atmosferze, konsulatcje instruktorskie są z założenia: celowe i ze wszech miar skuteczne, o funkcji stabilizującej... nie zapominając. Ot, porfesjonalizm z bliska.

.

Żeglarstwo...ot, takie tam snucie się po wodzie w celach "lanserskich" , rekreacyjnych czy sportowych, bez widocznych oznak... szacunku dla, dla pogody i kogoś kto gwarantuje wiele: bezpieczeństwo... życie. Tak, życie najczęściej toczy się dalej.




Nieco, mocno porannych widoków dla wszystkich piękno natury przesypiających... pod dekiem.



Wymiar złośliwości losu i... doskonała sposobność by sprawdzić swoje kwalifikacje... czyli szekla na łańcuchu spowalnia nasze wypłynięcie... tak wiele zmieniające!!!



Tym razem Mikołajki to nowa wachta i doskonała muzka z wieczornego koncertu.




W Kozinie miałem okazje wgryźć się w instruktorską robotę, prowadząc zajęcia z prac bosmańskich, czyli popularnej "supełkologi - stosowanej".

Po całym dniu manewrów portowych i słoneczku pilnie obserwującym nasze poczynania, nastały chwile spokoju znaczone sztuką platania lin.



W mojej wachcie jakoś tak się dziwnie ułożyło, że szansa na patent maleje wraz ze wzrostem...  Tomek nie stoi na swoim miejscu!!! Justyna, Paulina, Michał, Tomek i wiecznie nieobecna Iza.



Dążenie Pauliny do perfekcjonizmu i... bezpośredniego wyrażania swojego stosunku, uroczym bywa standardowo a i właściwości socjologiczne, posiada, tak jakoś...




Z garcją i z poczuciem " tajmingu" pod bacznym nadzorem "top liderki" Justyny, każdy manewr skutecznym  bywa... oby i na egzaminie



Ni deszcz, ni wiatr nie były w stanie zniweczyć parcia Michała ku zaliczeniu teorii... a opanowanie kilkunastu węzłów tylko wzmogło jego motywację, by pozostało to tylko sztuką czysto żeglarską z praktycznymi odnośnikami.



Całość naszej stołówkowej codzienności podporządkowana była niewyczerpalnej energii Justyny, która bijąc rekordy zdawalności teorii, niczym Bolt, mierzy właśnie swe siły z przywieralnością aluminiowej patelni... w drodze do realizacji naleśnikowych wizji Tomka i Michała.



Tak właśnie uzewnętrznia się potrzeba kontaktu Pauliny z najbliższymi... zwana "kciukologią stosowaną"



O ile pamiętam, poranny widok najmłodszej części mojej wachty był nieco inny, czyli zawieszony w próżni wzrok i usta mamrotające pod nosem: "... front atmosferyczny to jest..." lub popołudniowe zmagania z wiecznie plączącym się kawałkiem sznurka!!! Teraz, wymiar szczęścia i ulgi... narasta z wolna, by jutro rano????



I nastał ranek, ranek znaczony przemową Przewodniczącego Komisji Egzaminacyjnej, przed którą precyzyjnie wyselekcjonowane grono, wody i wiatru nie lękających się, stoi w pokorze.



Z każdym, dźwięcznie wydobywającym się z otchłani żeglarskiego doświadczenia, słowem, niczym uderzenie mieczem w podwodnych kamieni pryzmę, stresss deformował miny wachty, w poważnym stopniu naruszając, tak morale, jak i zapis na "twardym dysku".... bardziej w RAM 



Znajomość tysięcy scenariuszy filmowych i książkowych oraz nasze przewidywania, zdały się "psu na budę", gdyż totalne lenistwo Eola jak na złość sowicie "podlane", spaprały kawałek dobrej roboty /mojej chyba???/ i prezentacja oraz pasowanie, podobnie do Justyny wypadły...
mokrusieńko.



Po nerwowych  chwilach wyczekiwania i koniecznej zmianie "odzienia" z dzikim impetem zatapiamy swe kły w zmutowanych kawałkach kurczaka. Wszak, żeglarz głodny to żeglarz zły!!!
Gratulacje.
 
  Buźka, jesteś 59587 odwiedzający mechanik  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=