TUKS "Sokół Mechanik"
  Rejs 05.05.08
 


Rejs Klubu Żeglarskiego Biała Podlaska



        Każdy rejs rozpoczyna się od porannego wyjazdu. Niestety z Roztocza do Giżycka to sporo kilometrów, jednak dla uczniów gimnazjum z Lublina przejazd busem to rzecz normalna. Nadmiar chętnych spowodował wykorzystanie i mojego auta do transportu kilku "szczurów lądowych"



        Po nadzorem troskliwych rodziców odbywa się załadunek niezbędnego wyposażenia i ostatnie rady. Dla części z uczniów jest to pierwszy wyjazd nad wodę i konieczność nauczenia się bezpiecznego żeglowania i wielu podstawowych czynności, także domowych.



            Każdy poranek to obowiązkowy apel i garść informacji o planach na cały dzień, w tym także okreslenie pory posiłków i menu.... o planowanym kierunku pływania i warunkach pogodowych nie wspominając.



                  Przed wypłynięciem, młodych załogantów trzeba nauczyć podstawowych węzłów żeglarskich, przydatnych także w domu. Trzeba także opanować specyficzne nazewnictwo, pomocne bardzo przy rozumieniu poleceń sternika i .....rozwiązywaniu krzyżówek!!!



          Po wstępnym zapoznaniu się z obsługą jachtu wypływamy na chwilkę na jezioro Niegocin. Tutaj przyzwyczajamy młodą załogę do obowiązkowego zakładania kamizelek ratunkowych,  bezpiecznego poruszania się i wykonywania poleceń sternika. Kolejny dzień wita nas słońcem na kei w Giżycku. Sprawdzanie obecności i do śniadania.



       Zbyt silny wiatr zmusza nas do rezygnacji z płyniecia do Sztynortu i wybieramy Kozin. Załogi z mało doświadczonymi wachtami pływaja tylko na jednym  żaglu /często zarefowanym /. Dla naszej dzieciarni mamy jeszcze lepsze rozwiązanie: tylko na foku.



           Wybór właściwego portu docelowego to żegluga "z wiatrem" i możliwość sterowania jachtem przez Ewelinę /jak widać, bez specjalnej tremy/. Jest także w stanie zjeść dwa lody i to "ciurkiem" oraz sprawnie grać w karty....



        Za sterem bardzo skupiony Paweł, za dnia wsłuchuje się we wszystkie rozmowy by wieczorem "rozgadać się" i ciekawie to podsumować. Gdyby tak jeszcze więcej jadł... zupy!!!



        Tylko Klaudia jest w stanie tak szybko mówić, ale jej chęć do kierowania a zwłaszcza zadawania pytań, dorównuje i umiejętnościom uczenia się nowych czynności. Pewną rączką trzyma ster, a ja dziwnie czuję się bezużyteczny... /tak ze dwie sekundy, może/.



        W drodze do Sztynortu przepływaliśmy obok prawie pustej mariny pana Bełbota. Nic w tym dziwnego skoro w rejsie uczestniczy ponad 100 osób, przemieszczających się 14 jachtami.



     Początek dzisiejszego pływania to brak wiatru i używanie "koni mechanicznych" do napędu.  Klaudia, odpowiednio przygotowana, z wdziękiem wypływa z Kozina.



             Po zmianie miejsc, Paweł przejmuje jacht we swe władanie a Ewelina "bada wzrok sternika", który jest jednym z wyznaczników profesjonalizmu. Paweł okazał się także ekspertem od spraw piłki nożnej, doskonale zorientowanym w reorganizacji ligii /!!!/ i zapłonu w Trabancie..



                     Bez pomocy Magdy, żeglowanie z tak niedoświadczoną wachtą jest nieco trudniejsze, ale wieloletnie doświadczenia prezesa Artura Chomiuka oraz kilkanaście lat mojej praktyki, poparte odrobiną wprawy i przewidywaniem wielu, z pozoru prostych, czynności, umożliwia  bezpieczną żeglugę. 



                Po szczęśliwym cumowaniu w Sztynorcie jest chwila na relaks i obserwowanie żeglarskiego życia z pokładu naszego Tanga 760. Słoneczna i wietrzna pogoda z lekka "spaliła nasze mordeczki" i wieczorkiem będą wymagały kremowania.



             Sztynort to tradycyjnie "mrowie" jachtów i bardzo eleganckie i czyściutkie toalety, szkoda, że odpłatne /jak w większości portów/. Do tradycji należą także wietrzne warunki w porcie skutecznie utrudniające bezstresowe cumowanie. Nasz jacht także "parkował" z drobnymi problemami. Tyle, że naprawianie błędów to cała sztuka żeglowania, z którą jest to immanentnie powiązane.



                    Po apelu przepyszne śniadanko przygotowane, w warunkach żeglarskich, przez nieocenioną i wszechstronnie uzdolnioną Magdę.  



             Męska część wachty /Paweł i Erwin/ także wkazuje się należytym apetytem i umiejętnością samodzielnego "prawie profesjonalnego" wykonania  kanapki, które smakują oczywiście najlepiej. 



                A tak działa nasza wachtowa "zmywarka", czyli służba Erwina i Pawła. W domu nie mają z pewnością okazji wykazać się polotem i inwencją przy zmywaniu naczyń... szkoda? Dla pocieszenia: na rejsie zmywają co drugi dzień.



                   Na pamiątkę zbieramy wszystkich uczestników tego rejsu do pamiątkowej fotografii.
Ilu to już młodych ludzi zostało przeszkolonych przez Klub Żeglarski z Białej Podlaskiej? Z małymi przerwami pływam od pierwszego rejsu...



                         Tak prezentuje się nasza rozowjowa wachta. Erwin, Klaudia, Ewelina i Paweł w pierwszym rzędzie oraz Kuba, Magda i ja / Mirosław Drzewosz/. Pozdrawiamy rodziców.



           Bądź spostrzegawczy i znajdź różnicę!!!

            Te dwa węzły były powodem intensywnego wykorzystania najnowocześniejszych technik w poszukiwaniu różnic pomiędzy nimi... Rozwiązanie zagadki /węzeł prosty i złodziejski, czyli zaciskający się i rozwiązujący się/ dzisiaj wieczorem... będzie i słodka nagroda.



                Za sterem najweselsza i najbardziej żywotna część naszej wachty, Erwin. Poza doskonałym humorem i niesamowitym ciągiem do kebabów i kostek cukru /razem z innymi/, posiada duże zdolności w wiązaniu węzłów i łatwość w sterowaniu jachtem. 



               Od wielu lat wiedziałem, że "woda - wyciąga", ale żeby aż tak.... Dziewczyny w trakcie trzeciego śniadania /i nie ostatniego/!!!



Ostatni apel, doskonale widać gdzie...



              Szcześliwie powróciliśy do domów, zostawiając psutą keję... tylko w naszych głowach, niczym plusk wody i szemaranie wiatru na bantach, nie cichną wspomnienia i te proste słowa: "gdzie ta keja..." a marzeniem - wracać, gdy współczesności nadmiar!

 
  Buźka, jesteś 59587 odwiedzający mechanik  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=